piątek, 26 kwietnia 2013

Kolonia

Jak to sie zaczelo...
To juz trzeci rok, gdy spedzam sporo czasu w Niemczech. Gastarbeiter - czyli goscinnie pracujacy. No coz ktos musi te Niemcy budowac. Legenda glosi, ze katedre w Kolonii zbudowaly krasnoludki (niem. Kobolt ), ale nie mowi jakim jezykiem mowili , zapewne po polsku.
Ktoregos pieknego dnia zadzwonil kolega z pytaniem, czy nie chcialbym popracowac. Interesy szly jak krew z nosa, pomyslalem skoro prosi... Tylko musisz sie przygotowac do wyjazdu, bo to troche daleko.
W rzeczy samej jakies tysiac kilometrow. Uslyszalem w sluchawce lekki chichot. Pojedziesz do Kolonii , do Niemiec.
No dobra, jak trzeba zarabiac pieniadze , witaj polnocna wesfalio.
Rano pobudka zanim wzeszlo slonce. Kolejka do lazienki i kibelka, norma.. Praca do wieczora, kawa o siodmej wieczorem, dwa kanaly do wybory w telewizji , jeden niemiecki a drugi... tez niemiecki.
Pieniadze coz , po policzeniu zawsze bylo mniej niz by sie chcialo. Mysle czasem, ze slowo Kobolt powinno sie tlumaczyc - robol. Tania sila robocza.
Wspominam dobrze
przepiekna katedre i stare miasto...
Zabytki zadbane, czyste ulice, miejsca gdzie mozna posiedziec...
Tylko jest jeden problem, Gastarbeiter nie ma czasu... Gdy nadchodzi niedziela, to trzeba wypoczac.
A jak wyglada zycie naszych rodakow?
Praca do wieczora , potem wylegaja na zewnatrz z piwami, siedza i rozprawiaja nad swoim kunsztem w pracy. W sobotni wieczor uzywane sa mocniejsze trunki. Wielu nie ma po co wracac, hotel robotniczy jest ich domem, praca zyciem a picie hobby.
Nie chcialem tak zyc...






czwartek, 25 kwietnia 2013

Czas

Obudzilem sie o siodmej. Poranny lekki wiatr lekko zawirowal firana. Czas wstawac. Kawa nieoslodzona, znak ze jeszcze gdzies umysl mocuje sie ze snem. Zaczal sie dzien , kolejny dzien w Norymberdze. To juz tydzien a jeszcze tyle dni tu spedze... Rytm wyznaczaja posilki, wizyty pielegniarek i terapeutow. Karl nie spi. Trzeba zajrzec, usmiechnac sie i dac cos do picia. Ciezko czasem uniesc kaciki warg, bo najchetniej nie wychodziloby sie z pokoju. Niemiec mamrocze cos niezrozumiale, wychwytuje kilka slow, rozumiem.. Obolaly jest po nocy. Urodzil sie tu, w Norymberdze , w czasie wojny. Twardy czlowiek. Teraz patrzy na mnie i lekko usmiecha sie. Wiem ... Porozumiewamy sie bez slow, krtan nie funkcjonuje juz jak nalezy.
Czasem macham rekami niczym oficer nawigujacy samolot na lotniskowcu, tylko choragiewek brak. Czasem  wzrok mowi wszystko.

Norymberga , miasto kojarzone z procesem hitlerowcow, byla jednym z osrodkow ruchu faszystowskiego w Niemczech. Po tamtym okresie zostalo troche budowli, ale starsze zabytki, daja swiadectwo wczesniejszych Niemiec, wielokulturowych. Obecnie na ulicy slyszy sie wiele jezykow, a caly kraj zamieszkuja rozne nacje. Granice nie istnieja, chyba nie istnialy nigdy, byly jedynie wymyslem chorych umyslow. Migrujace ptaki nie znaja paszportow. Czy jestem patriota? Pewnie dla wielu nie.

Slysze skowronki za oknem , ich spiew brzmi tak samo jak w Polsce. Za oknem zieleni sie trawa, wiosennym jasnozielonym kolorem.