Jak to sie zaczelo...
To juz trzeci rok, gdy spedzam sporo czasu w Niemczech. Gastarbeiter - czyli goscinnie pracujacy. No coz ktos musi te Niemcy budowac. Legenda glosi, ze katedre w Kolonii zbudowaly krasnoludki (niem. Kobolt ), ale nie mowi jakim jezykiem mowili , zapewne po polsku.
Ktoregos pieknego dnia zadzwonil kolega z pytaniem, czy nie chcialbym popracowac. Interesy szly jak krew z nosa, pomyslalem skoro prosi... Tylko musisz sie przygotowac do wyjazdu, bo to troche daleko.
W rzeczy samej jakies tysiac kilometrow. Uslyszalem w sluchawce lekki chichot. Pojedziesz do Kolonii , do Niemiec.
No dobra, jak trzeba zarabiac pieniadze , witaj polnocna wesfalio.
Rano pobudka zanim wzeszlo slonce. Kolejka do lazienki i kibelka, norma.. Praca do wieczora, kawa o siodmej wieczorem, dwa kanaly do wybory w telewizji , jeden niemiecki a drugi... tez niemiecki.
Pieniadze coz , po policzeniu zawsze bylo mniej niz by sie chcialo. Mysle czasem, ze slowo Kobolt powinno sie tlumaczyc - robol. Tania sila robocza.
Wspominam dobrze
przepiekna katedre i stare miasto...
Zabytki zadbane, czyste ulice, miejsca gdzie mozna posiedziec...
Tylko jest jeden problem, Gastarbeiter nie ma czasu... Gdy nadchodzi niedziela, to trzeba wypoczac.
A jak wyglada zycie naszych rodakow?
Praca do wieczora , potem wylegaja na zewnatrz z piwami, siedza i rozprawiaja nad swoim kunsztem w pracy. W sobotni wieczor uzywane sa mocniejsze trunki. Wielu nie ma po co wracac, hotel robotniczy jest ich domem, praca zyciem a picie hobby.
Nie chcialem tak zyc...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz